Podróże kulinarne #58 Londyn Pollen Street Social

pf_1483691228

Jak wygląda kulinarne niebo? Ja już wiem … Wybierając się do Londynu tym razem postarałam się aby to nie był tylko wyjazd zakupowy ale również cudownie kulinarny … Z polecanej listy restauracji godnych uwagi wybrałam kilka … niestety robiąc rezerwacje w połowie grudnia do części już nie było wolnych stolików, ale kilka naprawdę fajnych miejsc było jeszcze dostępnych.

Pierwsze kroki to Pollen Street Social … restauracja uhonorowana jedną gwiazdką Michelin … restauracja gdzie jako klient nie tylko zjadłam wspaniałe wysublimowane dania, ale naprawdę poczułam się „dopieszczona”.  Pollen Street Social mieści się w dzielnicy SOHO, w samym sercu miasta, niewielka boczna uliczka, troszkę strasznie … pewnie będąc w Polsce nie zapuściłabym się w takie miejsce ha ha… Po przekroczeniu progu … gościnność iście staropolska … nie było momentu abym nie czuła się najważniejszym gościem na sami (pomimo że byłam jedną z wielu), nie było chwili abym nie była bacznie obserwowana przez obsługę i moment odstawienia pustego naczynia na stół … był momentem w którym talerz bądź kieliszek znikał… upadła serwetka … nie zdążyłam sama podnieść … ale przecież z podłogi nie nadaje się do ponownego położenia na kolana … kolejna serwetka szczypcami ląduje obok talerza. Jest to naprawdę miłe … ale pewnie na dłuższa metę zostałabym „zamęczona” … na szczęście takie miejsca odwiedza się od czasu do czasu i na luksus nadskakiwania tym razem pozwolę 🙂

Restauracja posiada w piwnicach własna dojrzewalnię mięsa … przez szybę można podziwiać niesamowite rzeczy … perliczki, wołowinę, polędwiczki … potem wylądują na stole gości …

Opowieści opowieściami a wspomnienie dań powoduje lekki zawrót głowy … i tak … drobne przekąski – 3 rodzaje malutkich finger food – świetnie skomponowane i dobrane smaki zaostrzają nasza apetyt… herbata grzybowa (taka rzadka zupa) – ciekawe doznanie, świeże chrupiące pieczywko z delikatnym serkiem (podane niebanalnie na drewnianej pacce) … i to wszystko w ramach amuse-bouche (nieodpłatnie – u nas w Polsce to niemożliwe) … dalej zamówione przystawki (i tutaj ogromne zaskoczenie – nie wiedziałam co oznacza  sformowanie „jellied eel” … i bardzo dyskretnie otrzymałam w kopercie wydrukowaną informację na pięknym papierze – BRAWO!!!), świetnie skomponowana gra tekstur i smaków choć w porcjach dość degustacyjnych… Danie główne turbot i eskalopki jagnięce … turbot – prawdopodobnie najlepsza ryba na świecie 🙂 a przynajmniej danie które jadła było cudowne, jagnięcina rewelacyjna … porcje słuszne. Zachwycona, przejedzona … ale przecież deser … no tutaj to sobie nie odmówię, suflet bananowy i beza z musem z czarnej porzeczki. Tutaj to już chyba tradycja że jakieś amuse-bouche musi być (podkreślę że nieodpłatnie) … dostaliśmy (przed deserem) piankę z lodami bazyliowymi na takiej łupce cytrynowej … niebo … niebo. Desery też były cudowne.

Jeżeli jesteście w Londynie lub się do niego wybieracie jest to miejsce które naprawdę warto odwiedzić, ceny … no cóż dla nas „kontynentalnych” ceny na wyspach zawsze są wysokie ale czy zapłacić 100 GBP w normalnej banalnej restauracji czy 200 GBP w rewelacyjnej restauracji z wspaniałą obsługą –  na pewno warto wygospodarować jeden wieczór i odwiedzić Pollen Street Social. Warto również zauważyć że w naszych krajowych restauracjach z gwiazdką Michelin rachunek za taki wieczór byłby na pewno wyższy…

Polecam !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *